niedziela, 5 września 2010
sobota, 4 września 2010
za tym co dawniej...
Kiedy ktoś Cię opuści, poza tym, że tęsknisz, poza tym, że rozpada się cały ten mały świat, który razem stworzyliście, i że wszystko co widzisz albo robisz przypomina Ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, że była to próba jakości i teraz wszystkie części, z których się składasz, noszą stempel ODRZUT przystawiony przez kogoś, na kim ci zależy.
Nie ma nic bardziej niesprawiedliwego niż nieodwzajemniona tęsknota. To nawet gorsze niż nieodwzajemniona miłość. Janusz Wiśniewski; S@motność w sieci.
Tęsknota, tęsknota... Uczucie najbardziej niewypowiedziane, stan próżny wszelakiej ulgi, ucisk serca ciągły i jednostajny. Stefan Żeromski; Ludzie bezdomni.Ludzie tęsknią za całkowitą odmianą, a jednocześnie pragną, by wszystko pozostało takie jak dawniej. Paulo Coelho; Demon i panna Prym.
piątek, 3 września 2010
Czym ona jest - ona - nadzieja?
Kiedy możemy mówić o nadziei i czym ona właściwie jest? Nadzieja pojawia się w nas w sytuacji zagrożenia, naszego zagrożenia albo naszych bliskich, kogoś z kim wiążą nas silne więzy. O nadziei będziemy mówili w przypadku choroby, zranionej miłości, poczuciu pustki po czymś czego już nie ma itp. Nadzieja pojawia się tam, gdzie mają miejsce przeżycia bardzo dotkliwe i bolesne.
Przyjąć postawę nadziei nie jest wcale łatwo, nadzieja to nie lakoniczne pocieszenie "wszystko będzie dobrze". Nadzieja nie jest łatwą dla człowieka postawą. Ona prowadzi nas tam gdzie jeszcze nie byliśmy, kieruje nas w obce, niepewne strony, każe patrzeć z poczuciem dobra na to co nieuchwytne, nie do przewidzenia - patrzeć, dążyć, robić coś z poczuciem dobra, Dobra nastawionego na szukanie Boga.
Nadzieja to, to coś w nas, co nie pozwala innym na to by się upodlili, by musieli dotknąć dna, by musieli się zgnoić. W nadziei jest wymiar akceptacji i nie-akceptacji, zgody i buntu, budowania i burzenia, ale nadzieja to zaufanie, że istniej możliwość twórczej przemiany okrytej mgiełką tajemnicy. Nadzieja jest bezbronna, nie można się jej nauczyć, nie można jej zdobyć czy osiągnąć - ona jest zawsze pokorna. Ten kto utraci nadzieję to zazwyczaj człowiek cierpiący duchowo, poraniony, chwiejny w sobie,to człowiek który zapada się w swój własny, niedostępny i zabarykadowany dla innych świat. Człowiek beznadziei to człowiek który żyje na pozór, ale tak naprawdę pozbywa się głębi, nie pozwala się dotknąć, dotknąć swego ducha, uczuć, marzeń, wrażliwości.
Nadzieja może się zrodzić ze spotkaniu z drugim człowiekiem. Ktoś mi ją daje. Nadzieja nie jest samotnikiem, potrzebuje drugiego człowieka, człowieka któremu się ufa. Gdy ludzie ze sobą rozmawiają szczerze, z zaufaniem, nadzieja może w nich wzrastać. Doznając krzywdy ze strony człowieka, można doświadczać zanikania w nas ufności jaką mieliśmy także wobec Boga. Nawet jeśli słyszymy, jeśli wiemy że Bóg jest miłością, często przyjmujemy to tylko jako słowo, jako definicję, która niewiele wnosi w nasze życie bo w nas pozostaje nieufność, ślad głębokiej rany. I w tym momencie nie jest ważne kto nas zranił. Ból , rozpacz i niemoc są tak silne że zagłuszają w nas pragnienie bycia blisko. Nadzieja pozwala sięgać myślą, decyzjami, marzeniami poza wszelkie możliwe przeszkody, poza to, co nas trapi.
„Czyż i wy chcecie odejść?”
Ciekawe że właśnie w połowie sierpnia papież Benedykt XVI podczas modlitwy na Anioł Pański swoje rozważanie oparł na pytaniu Jezusa: „Czyż i wy chcecie odejść?”. Trzeba i mi zadać to pytanie; jakie będą odpowiedzi?
Papież Benedykt XVI nawiązał do ostatniej część szóstego rozdziału Ewangelii św. Jana, w której Jezus zwracając się do Apostołów powiedział: „Czyż i wy chcecie odejść?”. „To prowokacyjne pytanie nie jest skierowane wyłącznie do ówczesnych słuchaczy, ale także do wierzących i ludzi każdej epoki” – zaznaczył Benedykt XVI i dodał, że i „dziś również niemało jest tych, którzy są `zgorszeni` paradoksem wiary chrześcijańskiej”. Ojciec Święty podkreślił, że „nauczanie Jezusa wydaje się `trudne`, zbyt trudne do przyjęcia i wprowadzenia w czyn”. „Są więc tacy, którzy je odrzucają i opuszczają Chrystusa; są tacy, którzy starają się `dostosować` Jego słowo do aktualnej mody, wynaturzając jego sens i wartość” – podkreślił.
Papież zwrócił uwagę, że „ta budząca niepokój prowokacja rozbrzmiewa w naszym sercu i oczekuje od każdego osobistej odpowiedzi”. „Jezus bowiem nie zadowala się powierzchowną i formalną przynależnością, nie wystarcza Mu pierwsze i entuzjastyczne przylgnięcie; przeciwnie, należy przez całe życie należeć `do Jego myślenia i do Jego woli`. Podążanie za Nim napełnia radością i nadaje pełny sens naszej egzystencji, pociąga jednak za sobą trudności i wyrzeczenia, albowiem bardzo często trzeba iść pod prąd” – mówił Benedykt XVI.
Papież przytoczył dalej słowa Jezusa: „Czyż i wy chcecie odejść?” Na to pytanie św. Piotr odpowiedział w imieniu Apostołów: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”. „Drodzy bracia i siostry, i my możemy powtórzyć odpowiedź Piotra, świadomi oczywiście własnej ludzkiej kruchości, jednakże ufni w moc Ducha Świętego, która wyraża się i ukazuje w jedności z Jezusem. Wiara jest darem Boga dla człowieka, a jednocześnie jest wolnym i całkowitym zawierzeniem się człowieka Bogu; wiara jest uległym słuchaniem słowa Pana, które jest „lampą” dla naszych kroków i „światłem” na naszej ścieżce. Jeśli z ufnością otworzymy serce na Chrystusa, jeśli pozwolimy się Jemu zdobyć, możemy doświadczyć i my, wraz ze św. Proboszczem z Ars, że `naszym jedynym szczęściem na tej ziemi jest miłować Boga i wiedzieć, że i On nas miłuje`” - mówił papież.
ekai.pl
czwartek, 2 września 2010
NADZIEJA ZAMIAST...????
Ja się nie skarżę na swój los, potulny jestem jak baranek, i tylko mam nadzieję że, że chyba wiesz co robisz...
Ile mam grzechów któż to wie, a do liczenia nie mam głowy...
Lecz czemu mnie do raju bram prowadzisz drogą taką krętą, i czemu wciąż doświadczasz tak jak gdybyś chciał uczynić świętym...
nie chcę się skarżyć na swój los, nie proszę więcej niż dać możesz i ciągle mam nadzieję że...
środa, 1 września 2010
Sukces - pokora. Kazanie z niedzieli 29.08.2010r.
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.
Łk 14,1.7-14
Pycha, sława, próżność, mania wielkości, ale i pokora, skromność, powściągliwość, rozwaga, roztropność, to cechy na których Chrystus chce dziś nam zwrócić szczególną uwagę. Cechy o których Chrystus mówi dalej w kontekście przyjaźni, bo jakże inaczej zrozumieć słowa „Przyjacielu przesiądź się wyżej”. Lekcja która dziś do nas przyjaciół Pana płynie to lekcja taktu, lekcja obycia, to lekcja na której mamy poznać nasze miejsce w szeregu, to lekcja na której mamy poznać prawdę o sobie.
Zdaje się że w dzisiejszym świecie bardziej niż kiedykolwiek indziej zakorzeniona jest potrzeba sukcesu, potrzeba bycia wyjątkowym, potrzeba sławy. Czy nie jest tak że jeśli nie wyróżnimy się, nie wybijemy na szczyty to uważamy że życia nasze będzie tylko zwykłą wegetacją, czy nie jest tak że bardziej liczy się dla nas kariera, zaszczyty, samostanowienie i samo decydowanie od kręgosłupa zasad i norm postępowania. Byle się przypodobać, byle zdobyć cel, nie licząc się ze skutkami. Można naobiecywać kłamiąc byle tylko pozyskać stanowisko, byle postawić na swoim, można zaliczać egzaminy ściągając, oszukując, można zaczynać nowe życie, kształtować nową wizję swej osobowości nie licząc się z swoją historią, znajomymi, zasadami które się wyznawało, można wszystko przekreślić jednym ruchem i uznać siebie za najlepszego, za wyjątkowego, za kogoś kto życie, czytaj Pana Boga, złapał za pięty. Czy to nie pycha, czy to nie próżność i mania wielkości gdy liczę się tylko ja, moja sława, moja wyjątkowość – a Chrystus Pan powie ustąp miejsca, bo każdy kto się wywyższa, będzie poniżony. Czasem potrzeba nam takiego zimnego prysznicu, czasem potrzeba nam upaść i dotknąć nędzy, dotknąć upokorzenia aby się obudzić.
Jak często Bóg chce nam przypomnieć prawdę o nas samych. Dziś w ewangelii o uczcie i zajmowanym miejscu, innym razem w przypowieści o marnotrawnym synu, który także chce pokazać że jest już dorosły i może o sobie decydować, i zmienić swoje życie i wszystko zacząć od nowa i wszystko przekreślić i… i skończyć w rynsztoku ze świniami. I wtedy gdy w świątyni modli się pyszny Faryzeusz i grzeszny celnik, i w Magnificat pieśni pochwalnej na cześć Boga Stwórcy, który rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich, strącił władców z tronu a wywyższył pokornych i wtedy gdy mówi że pysznym się sprzeciwia a pokornym łaski daje.
Szkoda, szkoda że tak często nasza chęć zaimponowania światu i ludziom połączona jest z odwróceniem od wartości takich jak pokora i skromność. Szkoda że dziś tak wielu uważa że aby zaimponować światu trzeba być przebiegłym i chytrym a nie uczciwym i pracującym, szkoda że aby dziś być na topie trzeba być rozrywkowym imprezowiczem pozwalającym sobie na wszystko a nie człowiekiem z zasadami, szkoda że dla tak wielu młodych miłość zaczęła znaczyć erotyzm i wolny związek a nie rodzina, szkoda że małżeństwo to próba dostosowania tej drugiej połówki do swoich zasad i swojej wizji życia, a nie rozmowa, a nie dialog, szkoda że szczęście to bogactwo i możność decydowania o innych a nie dzielenie się sobą.
Trzeba mieć inspiracje, trzeba chcieć piąć się w górę, stawiać sobie wymagania, chcieć coś pozyskać ale czy trzeba robić to za wszelką cenę, za cenę swojej tożsamości, za cenę przyjaźni z Chrystusem? Pan pysznym się sprzeciwia a pokornym łaski daje.
Nosimy w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę bycia jedynym, wyjątkowym, pierwszym człowiekiem sukcesu. Nosimy w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę brania życia we własne ręce, samo decydowania i ustalania własnych zasad. Czy to nie ślad obietnicy rajskiego kusiciela: „Gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie wyjątkowi, jedyni, pierwsi i niepowtarzalni. Obietnica się nie spełniła, człowiek został naznaczony złudzeniem iż mimo wszystko może zasiąść na tronie Boga i być pierwszym i być bogiem dla siebie. Tymczasem mądrość Syracha wyraża się w słowach: „Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj bo na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza jest pragnieniem mędrca.
Masz już swój plan na jutro, masz plan na życie, wiesz czego chcesz? – rozważ to raz jeszcze i zastanów się bo każdy kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Przyjaciel Pana zna Jego drogę i idzie ścieżką sprawiedliwego, przyjaciel Pana nie chełpi się i nie wywyższa ale każdy dzień przyjmuje jak wielki dar od Niego. Jaką idziesz drogą?, dokąd zmierzasz?, co chcesz uzyskać? Odpowiedz sobie i żyj tak abyś usłyszał: „Przyjacielu przesiądź się wyżej”, a nie „Ustąp miejsca”.
Skoro jednak bracie i Siostro spotykamy się tu w tej świątyni to chyba znak że Ci na Bogu zależy, że zależy Ci na byciu blisko Niego i to chyba nie do Ciebie to kazanie. Jednak niech ono pozostanie w twoim sercu jako przestroga na przyszłość, którą przecież już tu i teraz budujesz, na drogę która teraz wyznaczasz i na decyzje które podejmujesz.
Zdaje się że w dzisiejszym świecie bardziej niż kiedykolwiek indziej zakorzeniona jest potrzeba sukcesu, potrzeba bycia wyjątkowym, potrzeba sławy. Czy nie jest tak że jeśli nie wyróżnimy się, nie wybijemy na szczyty to uważamy że życia nasze będzie tylko zwykłą wegetacją, czy nie jest tak że bardziej liczy się dla nas kariera, zaszczyty, samostanowienie i samo decydowanie od kręgosłupa zasad i norm postępowania. Byle się przypodobać, byle zdobyć cel, nie licząc się ze skutkami. Można naobiecywać kłamiąc byle tylko pozyskać stanowisko, byle postawić na swoim, można zaliczać egzaminy ściągając, oszukując, można zaczynać nowe życie, kształtować nową wizję swej osobowości nie licząc się z swoją historią, znajomymi, zasadami które się wyznawało, można wszystko przekreślić jednym ruchem i uznać siebie za najlepszego, za wyjątkowego, za kogoś kto życie, czytaj Pana Boga, złapał za pięty. Czy to nie pycha, czy to nie próżność i mania wielkości gdy liczę się tylko ja, moja sława, moja wyjątkowość – a Chrystus Pan powie ustąp miejsca, bo każdy kto się wywyższa, będzie poniżony. Czasem potrzeba nam takiego zimnego prysznicu, czasem potrzeba nam upaść i dotknąć nędzy, dotknąć upokorzenia aby się obudzić. Jak często Bóg chce nam przypomnieć prawdę o nas samych. Dziś w ewangelii o uczcie i zajmowanym miejscu, innym razem w przypowieści o marnotrawnym synu, który także chce pokazać że jest już dorosły i może o sobie decydować, i zmienić swoje życie i wszystko zacząć od nowa i wszystko przekreślić i… i skończyć w rynsztoku ze świniami. I wtedy gdy w świątyni modli się pyszny Faryzeusz i grzeszny celnik, i w Magnificat pieśni pochwalnej na cześć Boga Stwórcy, który rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich, strącił władców z tronu a wywyższył pokornych i wtedy gdy mówi że pysznym się sprzeciwia a pokornym łaski daje.
Szkoda, szkoda że tak często nasza chęć zaimponowania światu i ludziom połączona jest z odwróceniem od wartości takich jak pokora i skromność. Szkoda że dziś tak wielu uważa że aby zaimponować światu trzeba być przebiegłym i chytrym a nie uczciwym i pracującym, szkoda że aby dziś być na topie trzeba być rozrywkowym imprezowiczem pozwalającym sobie na wszystko a nie człowiekiem z zasadami, szkoda że dla tak wielu młodych miłość zaczęła znaczyć erotyzm i wolny związek a nie rodzina, szkoda że małżeństwo to próba dostosowania tej drugiej połówki do swoich zasad i swojej wizji życia, a nie rozmowa, a nie dialog, szkoda że szczęście to bogactwo i możność decydowania o innych a nie dzielenie się sobą.
Trzeba mieć inspiracje, trzeba chcieć piąć się w górę, stawiać sobie wymagania, chcieć coś pozyskać ale czy trzeba robić to za wszelką cenę, za cenę swojej tożsamości, za cenę przyjaźni z Chrystusem? Pan pysznym się sprzeciwia a pokornym łaski daje.
Nosimy w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę bycia jedynym, wyjątkowym, pierwszym człowiekiem sukcesu. Nosimy w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę brania życia we własne ręce, samo decydowania i ustalania własnych zasad. Czy to nie ślad obietnicy rajskiego kusiciela: „Gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie wyjątkowi, jedyni, pierwsi i niepowtarzalni. Obietnica się nie spełniła, człowiek został naznaczony złudzeniem iż mimo wszystko może zasiąść na tronie Boga i być pierwszym i być bogiem dla siebie. Tymczasem mądrość Syracha wyraża się w słowach: „Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj bo na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza jest pragnieniem mędrca.
Masz już swój plan na jutro, masz plan na życie, wiesz czego chcesz? – rozważ to raz jeszcze i zastanów się bo każdy kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Przyjaciel Pana zna Jego drogę i idzie ścieżką sprawiedliwego, przyjaciel Pana nie chełpi się i nie wywyższa ale każdy dzień przyjmuje jak wielki dar od Niego. Jaką idziesz drogą?, dokąd zmierzasz?, co chcesz uzyskać? Odpowiedz sobie i żyj tak abyś usłyszał: „Przyjacielu przesiądź się wyżej”, a nie „Ustąp miejsca”.Skoro jednak bracie i Siostro spotykamy się tu w tej świątyni to chyba znak że Ci na Bogu zależy, że zależy Ci na byciu blisko Niego i to chyba nie do Ciebie to kazanie. Jednak niech ono pozostanie w twoim sercu jako przestroga na przyszłość, którą przecież już tu i teraz budujesz, na drogę która teraz wyznaczasz i na decyzje które podejmujesz.
Dar.
Możemy dać tylko tyle z siebie ile sami posiadamy. Jeśli w nas jest miłość możemy nią się dzielić, jeśli w nas jest radość możemy innych pocieszać, jeśli w nas jest smutek nim będziemy zarażać. Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego i tylko tyle, tylko wtedy jeśli pokochamy siebie - pokochamy też innych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






