sobota, 30 listopada 2013
piątek, 29 listopada 2013
Roman Brandstaetter i Julian Tuwim.
Obu twórców nie łączyła przyjaźń, raczej znajomość. Któregoś dnia spotkali się na ulicy w Warszawie i Tuwim zaprosił Brandstaettera do restauracji. „Tuwim zamawia dwie wódki.
»A zagrycha?« – pytam.
»Tylko niemowlęta piją wódkę z zagrychą” – odpowiada Tuwim. Pijemy.
„Co słychać u Pana Boga?” – pyta.
„Nie wiem, panie Julianie«. –
»Czy Chrystus istniał?« –
»Istnieje«.
»A gdyby udowodniono, że nie istniał?«
»To niemożliwe« – odpowiadam.
»Dlaczego?« – pyta Tuwim.
»Bo Chrystus musi istnieć«. Milczenie.
Tuwim powtarza: »Musi istnieć?«... Woła: »Proszę jeszcze dwie wódki!«. I znów powtarza: »Musi istnieć... Musi...«. Podnosi kieliszek.
»No, to pijemy na chwałę Wieczności!«.
Zrobiło się późno, Brandstaetter odprowadził Tuwima do taksówki: »Żegnamy się. Siada. Zatrzaskuje drzwiczki, ale natychmiast je otwiera, wychyla się z samochodu, wpatruje się we mnie życzliwym i zarazem zakłopotanym wzrokiem i mówi: »Wie pan, pan ma rację... To musi istnieć jest bardzo mądre...«. Uśmiecham się i przyjaźnie macham do niego ręką”.
Był 27 grudnia; od kilku dni wiał halny wiatr, pogoda uciążliwa dla wszystkich, a groźna dla sercowców. Porywy wichru były już rzadsze, ale nad Giewontem rozpościerał się nadal ciemny wał chmur. Brandstaetter nie mógł pracować, postanowił się przejść, wszedł do kawiarni. Po chwili wszedł też sam Tuwim. Robił wrażenie, jakby był czymś rozdrażniony, wypił łyk kawy. Wtedy, czy jeszcze wcześniej, na papierowej serwetce zanotował pomysł do wiersza, jedno zdanie, gorzkie i przekorne: „Dla oszczędności zgaście światłość wiekuistą, gdyby mi kiedyś miała zaświecić...”. Brandstaetter go obserwował: „Wyglądał jak ptak szamotający się w sieci. Wstał. Powoli, jakby chciał opanować nieskładność ruchów, wyszedł z sali”. Prosto w poryw wichru...Nie minęła godzina, gdy zadzwonił telefon w pokoju hotelowym Brandstaettera. Tuwim nie żyje... Brandstaetter narzucił płaszcz i pobiegł do pensjonatu „Halama”, gdzie śmierć nastąpiła. Wszedł do pokoju, gdzie leżał zmarły: „Bezkrwista, orla twarz o ostrych, ale już spokojnych rysach, pogodzonych z inną rzeczywistością, zlewała się łagodnie z bielą poduszki”. Gdy wychodził, natknął się na kierownika zakładu pogrzebowego, który ucieszył się, widząc Brandstaettera: – „Pan znał Tuwima?... Nie mam kogo spytać. Jakiego wyznania był Tuwim? Mam trumnę tylko z krzyżem i Chrystusem. Nie wiem, czy mam zostawić Chrystusa, czy Go zdjąć”. „Też nie wiem” – odpowiedział Brandstaetter.
Nieco później Brandstaetter stał przy wejściu do pensjonatu w grupie pisarzy omawiających szczegóły pogrzebu i ich udziału w uroczystościach żałobnych. Miały się odbyć w Warszawie; teraz oczekiwano tylko przewiezienia trumny z Zakopanego do stolicy. W pewnym momencie usłyszano powolne, ciężkie kroki i zmieszane głosy; pracownicy zakładu pogrzebowego znosili trumnę ze zwłokami poety. „Rozstąpiliśmy się” – relacjonuje Brandstaetter. „Była świerkowa, jasnego koloru. Gdy nas mijała, spostrzegłem na jej wieku dwie skrzyżowane, wyblakłe, lecz wyraźne smugi pozostałe po usuniętym krzyżu z przybitym doń Chrystusem”.
W znaku tej jaśniejszej smugi Chrystus pozostał. Chciał towarzyszyć w ostatniej ziemskiej drodze temu, który wiele lat wcześniej tak dramatycznie Go wzywał w swoim wierszu. A żyjącym, którzy umieli ten znak odczytać, dać wiarę, że żaden krzyk ludzkiego serca nie zostaje bez Jego odpowiedzi.
Brandstaetterowi przypomniało się pytanie Tuwima o Chrystusa, zadane w warszawskiej restauracji. „Musi istnieć... Pan ma rację... To musi istnieć jest bardzo mądre...”. Istnieje. Tuwim się już przekonał. Brandstaetter wracał do domu spokojny o to.
czwartek, 28 listopada 2013
Czy dobrze?
Spędzając kilka dni w szpitalu, nabierając na nowo dystansu do siebie, do tego co mnie otacza i zdaje się realnie patrząc na rzeczywistość, bo do tego zmusza sala operacyjna, swoją kulawą nogą postawiłem krok w przepaść. I albo ten krok okaże sie zbawiennym, albo własnym potępieniem na zawsze. Nie bawi mnie życie w iluzorycznym świecie, postawiłem wszystko na jedną kartę - czy dobrze zrobiłem? - życie pokaże.
niedziela, 24 listopada 2013
Leszek Możdżer - Christus Vincit
Panie Jezus, Tyś Królem, Królem ludzkich serc, Królem świata, Królem który zwycięża nie orężem ale miłością. Doświadczyłem jej tak wiele od Ciebie, tak wielka Ta Twoja miłość mnie otacza a ja tak słaby nie potrafię o niej opowiedzieć. Szukają Cię, pytają o Ciebie a ja bezradnie rozpościeram ręce i wtedy taka pustka ogarnia moje serce. Jak opowiedzieć o Twojej miłości? Niemal każdego dnia jej doświadczam, niemal każdego dnia ona mnie dotyka a ja pytam jak o niej zaświadczyć? Łamiąc biały opłatek modle się w duszy: tak mnie złam, tak mnie skrusz abym nie ja był ale Ty. I łamiesz, łamiesz ludzkie serca, łamiesz miłością choć czasem tego nie widzą. Cud ostatnich dni - czym jest, jeśli nie Twoim poruszeniem, Twoim dotykiem miłości. Po ludzku to wszystko niemożliwe - pomóż mi być Twoim aniołem, pomóż mi dawać nie siebie ale Ciebie.
sobota, 23 listopada 2013
piątek, 22 listopada 2013
czwartek, 21 listopada 2013
To wędrówka, wędrówka daje szczęście a nie jej cel.
*przykro mi.
*zamkną sprawę
-zaakceptuj fakt, że nie miałeś władzy nad tym co się stało.
*odkąd to marzenia są złe?
-nie rezygnuj z marzeń.
*zrezygnował Pan ze mnie, odwrócił się Pan od mnie.
-nie potrzeba ci go jako drabiny.
*gdy nie dostali tego czego pragnę - cierpią
-a nawet gdy to dostali i tak cierpią, bo nie mogą tego zatrzymać na zawsze.
Paradoks - życie jest tajemnicą, nie trać czasu na próby jej rozwikłania.
Humor - poczucie humoru, zwłaszcza na swój temat, to ogromna siła.
Zmiana - nic nie pozostaje takie samo.
wtorek, 19 listopada 2013
OBIECUJĘ, EKSCYTUJĄCE ŻYCIE
Dostałem dziś wiadomość, o następującej treści:
Śniłeś mi się dzisiaj, nie pamiętam już snu, ale miałam w związku z tym do Ciebie pisać, czy wszystko ok? Mam nadzieję, że tak? W ogóle taki tajemniczy jesteś... Tak jakby coś Cię męczyło i sam próbujesz z tym walczyć i nie zawsze Ci to wychodzi Pamiętaj Ty pomagasz ludziom tym, że jesteś i ich wysłuchujesz, nie musisz za nich naprawiać ich błędów.
a chyba chciałem. Dziękuję za te słowa, są nową iskierką i płomykiem, chyba muszę na nowo przemyśleć moje kapłaństwo i zaraz potem Ktoś przysłał mi linka do poniższego filmu.
Chyba nie stanąłem na wysokości zadania, jak dotąd - od dziś, od teraz będzie inaczej. Dziękuję wszystkim za lekcje pokory. Dziękuję za dzisiejsza rozmowę - czuję się naprawdę wolny!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




