I nadszedł ten dzień, dzień końca roku, dzień podsumowania.
Kolejne 365 dni za nami, za mną. Jakie były? Trudno powiedzieć. Szczególnie
koniec tego roku przyniósł wiele niespodzianek. Wiele sytuacji, które spędzały
mi sen z powiek w jakiś sposób się wyjaśniły. Wile relacji udało się odświeżyć
i mieć nadzieję że coś z nich będzie. Miniony rok zaskoczył mnie wieloma
pozytywami. Jednak wśród nich znalazły się także obawy. Chyba przyzwyczaiłem
się już do tego że wiele w moim życiu się nie udaje, wiele się burzy zatem
wtedy gdy cos podnosi na duchu, wtedy gdy coś się udaje pojawia się lęk nad tym
kiedy się to znowu zepsuje – przyzwyczaiłem się do bycia kopanym i trudno mi uwierzyć
że może być inaczej. Z jednej strony zatem wiele pięknych chwil a z drugiej lęk
i niepokój. Może dlatego że staram się robić, to co robię, dobrze i nie
zadawalają mnie półśrodki. Może moje oczekiwania były zbyt wielkie? Pragnąłem
głębi dostałem tolerancję, pragnąłem braterstwa dostałem znajomość,
pragnąłem
nadziei na przyszłość dostałem zadowolenie z bycia teraz. Ale dlaczego miałbym
dostać coś więcej? Może po prostu nie zasługuję. Zatem cieszyć się mi trzeba z
tego co mam i prosić abym tego nie stracił. Choć pewnie przyjdą dni, kiedy zatęsknimy
za tym co było, za tym co mogło być, zatęsknimy za tym
czegośmy nie zrobili i
za tym co mogliśmy powiedzieć. Proszę Cię Panie w tym kończącym się roku abyś
nauczył mnie cieszyć się z tego co mam i nie pragnąć więcej niż na to
zasłużyłem. 